Po pierwsze — prenumeratę podpisały zaledwie dwie osoby, pomiędzy którymi znalazł się wszelako sam Kornel Ujejski. Po wtóre, recenzenci, którzy nie zauważyli do owego czasu zbiorku z roku 1889, rzucili się teraz z niezrozumiałym zacietrzewieniem i na ów zbiorek, i na młodego autora, poddając druzgocącej krytyce jego wiersze i w ogóle nie dostrzegając w nich, wbrew oczywistej prawdzie, ani wielu rzeczywiście pięknych miejsc, ani też wielu nowatorskich pomysłów poetyckich. Po trzecie — boleśnie zraniony poeta, który łączył w sobie ogromną dumę z nie mniejszą wrażliwością i z gwałtownym temperamentem, zareagował na tę krytykę w sposób wyjątkowo niekonwencjonalny: wycofał z księgarni, a potem zniszczył cały nakład pierwszego tomu poezyj, zmniejszył nakład drugiego tomu do sześćdziesięciu egzemplarzy niesprzedażnych, zabraniając równocześnie jakichkolwiek przedruków czy recen-zyj, wychłostał „sprośnych Żoiłusów" w satyrycznym wierszu okolicznościowym, ogłosił wreszcie osobną Odezwą do polskiej publiczności.